Kolor - mocny, intensywny, pobudzający wyobraźnię. Wykorzystywany w starożytności do leczenia umysłu nabierał znaczenia metafizycznego, uduchowionego. Często niestety znacznie wyolbrzymiane, dziś jest prozaiczne łatwe do okiełznania. Wszystko bowiem zaczęło się od sztuki. Wszelkie kolorystyczne połączenia, kontrasty, na pozór nie pasujące do siebie barwne układanki są dzięki temu niekończącą się przestrzenią. Jeśli zatem ktoś powie, że coś do siebie nie pasuje, to jednak pasuje. Składamy to na karb szaleńców z pędzlem w dłoni. Stwierdzenie to daje poczucie ogromnej wolności w kontekście tematu „kolor”. Moda bierze z tego wszystko bez żadnych zahamowań.
W powoli mijającym sezonie jesienno-zimowym sporo było kolorystycznych odniesień. Dominował róż, kobalt, morskie zielenie, pomarańcz, żółty. Barwy te przechodzą na kolejny modowy czas z dokładką pojawiających się spektakularnie innych propozycji bądź przyjemnych łączeń. Zieleń przybiera postać fluo, róż jest fuksją zmiksowaną z pudrem, żółty przechodzi od słonecznikowej odsłony po świeża limonkę, morska zieleń zbliża się do niebieskiego, czerwony współgra z kobaltem. Dla wyciszenia mocnych uderzeń otrzymujemy spraną, spłowiałą szarość bądź szarość idealną, przywołującą na myśl nową, zdjętą z półki sportową bluzę, faktura materiału wpada w lekkim melanż.
Sport jest idealnym kierunkiem gdzie możemy okiełznać kolor. Znajdujemy tu dwa współgrające ze sobą światy - odrobina komiskowych lat 80-tych i minimalizm lat 90-tych bardziej w kwestii formy sportowego stroju. Bez udziwnień, idealne proporcje, cięcie perfekcji. Taniec, indywidualne ćwiczenia, pływanie, aerobik i kolor w tle. W kontekście koloru jesteśmy trochę jak spragnieni słońca po miesiącach zamglonych, smutnych dni. Nikt nam nie zabroni w takiej sytuacji nałożyć na siebie wszystkiego po trochu.
Joanna Horodyńska